niedziela, 5 marca 2017

Dylematy w bibliotece


Niedawno byłam w bibliotece. Tak po prostu, zobaczyć co mają, bez większego celu w książkach (no dobra, jedna była zarezerwowana). Ostatnio rzadko tak chodzę, raczej rezerwuję przez internet i odbieram. Przyjemnie było pochodzić między książkami, bez pośpiechu poszukać czegoś intrygującego. Poczuć klimat książek, tysięcy papierowych portali. Cisza, spokój, opanowanie. Do czasu...

W końcu zdecydowałam!
(Mapa Czasu, Powrót z gwiazd, Star Carrier: osobliwość, Kontakt)
Wystarczyło, że uświadomiłam sobie, że mam limit. Cztery książki (piąta leży zarezerwowana). I nagle chciałam przeczytać tyyyyyyyyle książek. Dobrze wiem przecież, że i tak jakbym wzięła dziesięć to nie przeczytałabym ich w ciągu miesiąca. A jednak chęć wzięcia większej ilości jest silna. Nawet przy pełnej świadomości, że książki dalej tu będą. Najwyżej przeczytam je miesiąc później i tyle. Przecież nie przeczytam wszystkich na raz!
Prawie słyszałam jak mówiły do mnie: „Weź mnie, weź mnie!”, albo: „Następnym razem mogę być u kogoś innego, bierz mnie dopóki jestem!”. Ach, ich krzyku nie mogłam wytrzymać. Jednakże musiałam zdecydować się na cztery z nich. Przy okazji znalazłam jeszcze książki autora, którego kiedyś chciałam przeczytać, ale o nim zapomniałam. Jak zwykle pozapisywałam tytuły kolejnych pozycji (a raczej porobiłam zdjęcia okładek). Była też chwila radości, bo trafiłam, tak po prostu, na Mapę Czasu J, którą ze dwa miesiące temu widziałam w Matrasie. Są momenty euforii, gdzie wiesz czego chcesz i czego z rąk nie wypuścisz. Jednak zawsze przychodzi ten moment: autor X czy autor Y? Le Guin, czy Lem? Kontakt czy może jednak coś Pilipuka. Decyzje, decyzje decyzje... I można tak debatować bardzo długo. A jak już się ma w rękach książkę to ciężko, tak po prostu, odłożyć ją na półkę. 

Szukanie książek w bibliotece ma swój urok. Zawsze można natrafić na coś, czego w internecie by się nie natrafiło. Ale konieczność wypuszczenia z rąk tak fajnych książek... O wiele łatwiej zamówić przez internet podejść do biurka i odebrać, nie patrząc na tę resztę, którą się tam zostawia. 

Kiedyś was przeczytam obiecuję. Kiedyś po was wrócę, na pewno. 

Mimo wszystko, lubię buszować po bibliotece J. A ty wolisz zamawiać czy buszować? 

14 komentarzy:

  1. We względu na oszczędnośc czasu preferuję zamówienia. No i dużo robi też to, że ja mam ogromną listę książek "do przeczytania", więc nie chcę jej jeszcze wydłużać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lista wydłuża się sama z siebie :) Ale tak, zamawianie jest dużo szybsze, i jest pewność, że książka będzie czekać.

      Usuń
  2. Ja wolę buszować, ale swoją listę też mam. Więc często wiem po co buszuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio odwiedziłam bibliotekę, bo przecież kiedyś książki trzeba oddać xD, ale i tak byłam zła, nie było następnej części..., to prawda trzeba brać, póki jest! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam to uczucie :D U mnie biblioteka jest podstawowym źródłem "zaopatrywania" się w książki, z moją ilością przeczytanych lektur nawet gdybym miała kupić tylko połowę z nich, po prostu bym zbankrutowała.
    Co do listy, to zwykle nie mam, bo i tak jej się nie trzymam :") A, i jeszcze patencik na limit, o którym wspomniałaś: masz rodzeństwo? Najlepiej nieczytające? Sama nie jestem pewna, czy mój brat wie, że ma kartę biblioteczną, a ja mogę brać 20 pozycji na raz :D
    Pozdrawiam (i zapraszam, oddaję wszystkie szczere komentarze ^^)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry patent z rodzeństwem :) Kiedyś tak robiłam, ostatnio postanowiłam trzymać się tylko swojej karty. :)

      Usuń
  5. wolę buszować, ale znam ten ból, bo w bibliotece mam ograniczenie do 3 pozycji na filię, max 10 ze wszystkich filii.. i weź tu coś wypożycz, jak masz jeszcze np książkę do odebrania... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko do 3?! U mnie do 5. A max 15 ze wszystkich filii.

      Usuń
  6. Ostatnio poszłam do biblioteki z chęcią takiego pobuszowania i okazało się, że w bibliotece był remont, całkowita reorganizacja i w końcu byłam tsk zakręcona, że prawie nic nie zobaczyłam.
    Ale wypożyczylam jedną świetną książkę.

    czytu-czytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Ładniejsza jest teraz? I co wypożyczyłaś?

      Usuń
  7. Pamiętam te czasy jak chodziłam do biblioteki - ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. AHa. Problem z wyborem ksiązek. to takie... nowe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie limit 5 książek na miesiąc jest ok :) Trzeba jeszcze żyć poza czytaniem.

    OdpowiedzUsuń