poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Mój pierwszy raz to...Biblioteka. Jedno słowo tyle uczuć.


Biblioteka to mój narnijski Las Między Światami, znajdują się tu tysiące jezior-książek, a każde z nich prowadzi do innego świata. Ale by się do nich przenieść, wcale nie potrzeba magicznych żółtych i zielonych obrączek.

Wszytko zaczęło się właśnie od biblioteki. Dokładnie Nowohuckiej Biblioteki Publicznej, a jeszcze dokładniej w oddziale na os. Stalowym, czyli w Głównym oddziale NBP. Nie to, że wcześniej nie czytałam lub mi nie czytano. Często czytała mi mama, ale wiadomo że książki w domowej biblioteczce mogą się znudzić (no i czytano mi to co podobało się mojej rodzicielce). Jednak biblioteka to co innego, to taki wyraźny punkt rozpoczynający moją przygodę z literaturą.

Pamiętam jakby to było wczoraj. Byliśmy na wycieczce z klasą w bibliotece. Tyle książek w jednym miejscu jeszcze nigdy nie widziałam. Tak dużo książek dla dzieci... Po tej bibliotece można było swobodnie się poruszać, nie tak jak w szkolnej gdzie oglądasz książki zza krat. Nie pamiętam co dokładnie tam robiłam ani co mi mówiono. Pamiętam za to tysiące książek w przytulnej sali z paprotkami (chyba paprotki, albo inne takie liściaste zielone rośliny), ogromne biurko pani bibliotekarki  z mnóstwem kart użytkowników oraz uczucia zdziwienia, podziwu, radości i... zazdrości. Inne dzieciaki powypożyczały sobie książki. A ja? Ja nie mogłam.

Pierwsze co zrobiłam gdy przyszłam do domu to spytałam się mamy czy może mnie zapisać do biblioteki. Zgodziła się (do tej pory nie wiem, czemu spodziewałam się odpowiedzi przeczącej). I tak to się zaczęło. Najpierw półki z działem od małego do 3 klasy. Potem do czwartej, piątej, szóstej. Następne były półki dla gimnazjum, a potem... remont biblioteki gdzie dział dla dorosłych i dla dzieci umieszczono w jednym miejscu. Wkrótce, wraz z rozwojem mojej edukacji i przemieszczaniem się po coraz większym obszarze Huty, zaczęłam odwiedzać kolejną filię i kolejną... Długo przesiadywałam w bibliotece wybierając dla siebie odpowiednie tytuły. Teraz wiem dokładnie jakich tytułów szukam więc rezerwuje je sobie przez internet i odbieram w najbardziej dogodnej (lub jedynej posiadającej daną pozycję) filii. Jednak od czasu do czasu wchodzę do biblioteki, tak po prostu, i poruszam się między pułkami szukając czegoś dla siebie jak to robiłam na samym początku.

Co wypożyczałam? Na prawdę bardzo wiele i bardzo różnych rzeczy. Mówią, że człowieka można poznać po tym co czyta. Jeśli tak to przeglądając moją kartę biblioteczną moglibyście się dowiedzieć wiele o mnie, moich chwilowych zainteresowaniach i stałych miłościach, w jakim okresie czytałam czego najwięcej. Kiedy łaziły mi po głowie romanse, kiedy czary, kiedy medytacje, hipnoza, fantasy, legendy, matematyka i astronomia, dzieje świata i tak dalej. Patrząc tak na to wszytko teraz mam wrażenie, że nikt nie zna mnie tak jak urocze panie w bibliotece. Oby nigdy nie przeglądały dokładnie mojej karty.

Kto by pomyślał, że od 7 roku życia Nowohuckie Biblioteki Publiczne staną się tak ważną częścią mego życia. To dzięki nim Hania Humorek, Molly Moon, Alicja z Krainy Czarów, Rachel zostały moimi pierwszymi literackimi przyjaciółkami. Moja pierwsza literacka miłość również miała miejsce dzięki bibliotece. To była najgrubsza książka jaką zobaczyłam na półce dla starszej podstawówki, a w niej czekał Farid...


Taka jest moja historia z literaturą, a jaka jest Twoja?

Zachęcam do podzielenia się swoją historią biorąc udział w wyzwaniu :)


24 komentarze:

  1. Biblioteka to miejsce narodzin niejednej czytelniczej miłości. :)
    Uważam, że tak powinno być w każdej bibliotece - można wejść między regały, przeglądać książki, nie spieszyć się. W mojej miejscowości też tak było. Niestety, po jakimś czasie bibliotekę usunięto. Teraz chodzę do innych bibliotek, ale tam jest zakaz dotykania książek. Bardzo mi to przeszkadza. ;/ Przecież czasami wchodzę do biblioteki i nie wiem czego szukam...

    Pozdrawiam,
    Czytanie Naszym Życiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie... to takie smutne. Sama nie rozumiem jaki jest sens trzymania książek za kratami. Sama wielu książek bym nie przeczytała gdyby nie to że je zobaczyłam i dotknęłam w bibliotece.

      Usuń
  2. Kocham moją miejscową bibliotekę. Jest mała, niesamowicie przytulna i z baardzo miłymi paniami bibliotekarkami, które pozwalały mi brać do domu więcej książek, niż jest określone w regulaminie. W poprzednie wakacje odwiedzałam bibliotekę co poniedziałek, brałam do domu zazwyczaj cztery książki i pochłaniałam je w ten tydzień. Cuudne chwile. :)

    Pozdrawiam cieplutko
    http://pierwsza-strona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... Co tydzień aż cztery! No, no, no :) Bosko.
      Ten przywilej dla wybrańców wypożyczania więcej niż można :D To już dla takich super VIPów :)

      Usuń
  3. Ja dalej wole wypożyczać książki niz je kupować. jakoś tak mi zostało z czasów szkolnych kiedy chodziłam do biblioteki przynajmniej raz w tygodniu. Ciekawa historia - panie z biblioteki to takie niepisane przyjaciólki :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem niesamowicie dumna z mojej miejscowej biblioteki. W tym roku nie dość, że przeszła całkowity remont i stała się bardo nowoczesna, to pojawiło się w niej mnóstwo ciekawych książek, także nowości. Dawniej nie mogłam liczyć na znalezienie nowych pozycji, a teraz coraz częściej zaskakuje mnie to, co widzę na półkach w mojej bibliotece - bestsellery, które dopiero co były wydane. Uwielbiam swoją bibliotekę! :)
    Pozdrawiam cieplutko
    Dominika z booksofsouls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nowościami nie byłam zainteresowana, ale widzę że wiele świeżo wydanych książek można znaleźć na półkach :)

      Usuń
  5. Ciekawa historia ;)
    U mnie to po prostu - odbyły się zapisy do szkolnej biblioteki w pierwszej klasie podstawówki i przepadłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie przyciągnęła bibliotekarka, to ona nauczyła mnie szacunku do książek, sposobów odnalezienia odpowiedniej lektury dla siebie, cudowne wspomnienia czytelniczych podróży, podsycanych także przez moją ukochaną babcię. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W bibliotekach byłam tak częstym gościem, że nie musiałam podawać swojego imienia i nazwiska, bo panie bibliotekarki tak dobrze mnie znały. Mogłam zamieszkać wśród książek. :) Świat bez bibliotek byłby smutnym światem...
    Pozdrawiam i dodaję bloga do obserwowanych.
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. a mnie niestety "odciągnęła" bibliotekarka. Śmierdziała papierosami i była bardzo niezadowolona, że jej przeszkadzam, a w dodatku nie pozwoliła mi samej wybrać książek tylko dała mi jakieś dla małych dzieci. Na mój sprzeciw zareagowała podniesionym głosem "do której klasy chodzisz ? do trzeciej tak? to z tego regału czytasz" wziełam, przeprosiłam, podziękowałam i więcej tam nie poszłam, mama po licznych upomnieniach oddała książkę za mnie.Bogu dzięki miałam CUDOWNEGO DZiadka z mega biblioteką i to on był dla mnie pierwszym przewodnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne, że istnieją tacy ludzie. Nie rozumiem jak można się tak zachować. Mam nadzieję, że to był jej chwilowy zły humor i trafiło tylko na ciebie. Drogę do książek znalazłaś inną, a ktoś inny mógłby nigdy więcej po książki nie sięgnąć.

      Usuń
  9. I to ma być historia! Twoje początki czytana są zalosne. i napisac nawet w ciekawy sposob nie umiesz, skoncz udawac blogera.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdy byłam mała, w mojej bibliotece wszyscy musieli nakładać takie muzealne papucie. Nie było to wygodne, ale pozwalało odczuć, że biblioteka to miejsce wyjątkowe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja pierwsza styczność z biblioteką to ta w Szkole Podstawowej. Mieliśmy zajęcia w bibliotece, na których pani pokazywała nam jak mamy się zachowywać w bibliotece, jak dbać o książki. Dla dzieciaków ogólnodostępny był jeden duży regał, ale ja szybko dostałam swobodny dostęp do reszty regałów, gdyż bibliotekarka nie nadążała za znajdywaniem książek dla mnie. Z biblioteką publiczną styczność miałam dopiero w 4 klasie, kiedy w naszej szkolnej zabrakło lektury, gdyż akurat wszystkie klasy ją omawiały i zabrakło egzemplarzy dla wszystkich. Wcześniej rodzice nie pomyśleli, żeby mnie zapisać do niej.

    OdpowiedzUsuń
  12. W mojej bibliotece niestety nie ma elektronicznego wybierania książek, więc idę "na oślep". Najczęściej nie znajduję poszukiwanych książek. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję. Ale może już niedługo będzie. Biblioteki robią się coraz bardziej nowoczesne

      Usuń
  13. Ciekawa historia. I to mocno.
    Pamiętam, jak pierwszy raz pojechałam z tatą, żeby zapisał mnie do biblioteki w mieście obok. Byłam przeszczęśliwa...

    Pozdrawiam gorąco!
    Izzy z Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie było to równie mocne uczucie jak i moje :)

      Usuń
  14. Dla mnie też biblioteka do dziś jest niesamowitym miejscem, w którym zawsze przepadam na długie godziny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominowałam cię do LBA http://zaczytananinja.blogspot.com/2016/08/liebster-blog-award.html :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tam czytałam o przywilejach wypożyczania większj ilości książek i pochwalę się, że też taki mam, bo moja mama jest bibliotekarką :P
    Nominowałam Cię do Summer reader BOOK TAG :D
    https://bookowelowe.blogspot.gr/2016/08/summer-reader-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama bibliotekarka :) Może pójdziesz w jej ślady ?

      Usuń