wtorek, 12 lipca 2016

Heloł ja tu czytam. Twój malutki rozumek tego nie zrozumie.

Lubię książki, nawet bardzo lubię. Uwielbiam też dyskutować o książkach z innymi miłośnikami literatury. Jednak są pewne zachowania w tej grupie ludzi, których po prostu nie znoszę. Niestety nie są one rzadkością tak samo denerwujący jak nawiedzeni weganie. 


Pierwszy problem pt.: Kupiłam dzisiaj osiem książek, a kolejne pięć dojdzie pocztą, a mój partner mówi: po co ci znowu książki. Ktoś potrzebuje nowego faceta? Bo mój nie rozumie pasji czytania i ciągle mówi, że kupuję za dużo książek.

Wiesz co jest najbardziej zastanawiające? Jak kobieta co tydzień wydaje 300 zł na biżuterię, czy kosmetyki to jest zakupoholiczką. Jednak gdy osoba co tydzień wydaje 300 zł na książki to jest mądra. Błąd. Moim zdaniem to jest zakupoholizm. Czasem warto posłuchać swojego partnera, który boi się, że pójdziecie z torbami przez książki. Czy na prawdę jesteś w stanie przeczytać te 10 książek w tydzień? Może uda ci się przeczytać trzy. A to oznacza, że siedem ląduje na półce: „nieprzeczytane” i tak 7 co tydzień. Dumą u książkoholika powinny być przeczytane książki, a nie zakupione.

Kolejny problem u nawiedzonego książkoholika to poczucie wyższości. Tak jakby ludzkość miała do wyboru albo strzelanki na komputerze, albo książki. Z dumą książkoholik wybrał książki i nie rozumie ludzi (często nie chcąc zrozumieć) którzy nie czytają, ale cieszy się, że rok temu tylko około 40% polaków sięgnęło po zaledwie jedną książkę. Ksiażkoholik czuje się wtedy inny i wyjątkowy oraz dalej w spokoju może obwieszczać całemu światu, że nie jest jak ten plebs co nie czyta.

Następna rzecz to: Nie oglądam telewizji, bo telewizja ogłupia, tylko czytanie ubogaca. Zapomina się tylko o jednej rzeczy. Telewizję, tak jak książki, tworzą ludzie, i tylko ludzie. Obie te rzeczy mogą kłamać. Wiem, że jest masa ogłupiających programów typu: „Szkoła”, którą niestety oglądają już przedszkolaki, ale powiedzmy sobie szczerze, że głupiutkich książek też jest nie mało. Telewizja też może być wartościowa. Jest różnica między oglądaniem "Podróże z historią", a czytaniem książek o świecących wampirach. Obie te osoby spędzają tyle samo czasu na swojej czynności, a jednak mam wrażenie, że ten pierwszy nie został ogłupiony. Musimy pamiętać, że to my decydujemy co czytamy i co oglądamy. Telewizję możesz zgasić, a książkę zamknąć.



Ściganie się w ilości przeczytanych książek to kolejny drażniący problem nawiedzonego książkoholika. Spotykałam już takich ludzi, którzy czytają na wyścigi, ale nie są w stanie porozmawiać o danej książce. Gdy próbowałam rozwinąć temat jednej pozycji zaraz powracał do swojego ulubionego: „Zaraz przeczytam to a potem to” albo „Czytam 300 stron na godzinę” itd... Człowieku! To że przeczytałeś 20 książek w miesiącu nie czyni cię ani mądrzejszym, ani lepszym od innych, sokoro nie jesteś w stanie wydusić z siebie, żadnej opinii na jej temat.

Ostatnia rzecz która mnie drażni to: „Tylko książki pobudzają wyobraźnię”. Nie tylko. Chociaż uważam że wyobraźnię pobudza się wymyślając własne historie, czy scenariusze swojego życia (każdy to robi), a książki? Owszem dzięki nim wyobrażamy sobie cudowne miejsca, straszne sytuacje i potwory. Jednak to wszystko nie jest wymyślone przez ciebie, to wszystko zostało wymyślone przez autora i zapisane na kartkach trzymanej przez ciebie książki. Czy pobudzaniem wyobraźni nazwałbyś wizytę u psychologa, który karze ci sobie wyobrazić spokojne morze, które pomoże ci się odprężyć? Książki pomagają wyobraźni, ale czasami mam wrażenie, że nawiedzony książkoholik myśli, że tylko on ma wyobraźnię, bo reszta nie czyta tylko bezmyślnie gapi się w telewizor. A przecież wszyscy wiedzą, że najlepiej pobudza wyobraźnię horror obejrzany o północy. Spróbuj iść wtedy do łazienki. Czy ty też widzisz tę dziwną postać tuż obok okna? Kto teraz powie, że telewizja nie pobudza wyobraźni?


Mam świadomość, że sytuacje przedstawione powyżej są skrajne, ale uwierzcie są skrajne osoby na tym świecie. Potrafią też zepsuć opinię normalnego miłośnika literatury. Dzięki czemu świat czasami postrzega nas jak dziwaków, od których lepiej trzymać się z daleka. 


Jadwiga

18 komentarzy:

  1. Nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Zdarza mi się samą siebie karcić za to, że czasem wydaję się sobie mądrzejsza od innych, bo dużo czytam. Na dodatek jestem nauczycielką, przez co syndrom omniscjencji przyjmuje u mnie patologiczne rozmiary. Gdy się łapię na poczuciu wszechwiedzy, w wyobraźni daję sobie po łapach. To pomaga, ale tylko do czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Całkowicie się z Tobą zgadzam!
    Sama znam osobę, która czyta tak, jakby brała udział w niekończącym się maratonie i chociaż potrafi powiedzieć sporo na temat danej pozycji, to wywyższa się tym, jakby była co najmniej kimś pokroju Einsteina. Nawet jej ton głosu, gdy wypowiada się o książkach, sugeruje ci, że jesteś głupi, jesteś o przynajmniej klasę, albo dwie niżej niż ona.
    Sama czytam. czasem więcej, czasem mniej. Czasem coś ambitnego i pouczającegi, a czasem coś zupełnie nie wynoszącego nic nowego w moje życie. Czytam, prowadzę bloga, dzielę się swoimi opiniami, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, że powinnam się tym chwalić, czy wywyższać...
    Telewizję oglądam czasami. Głównie moją ukochaną siatkówkę. Czasem serial, z tym, że tu głównie wybieram komputer i oglądam online.
    Jestem normalnym człowiekiem, normalnym przeciętnym, ale nie nawiedzonym ksiązkoholikiem. 😊
    Pozdrawiam!
    Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacy ludzie potrafią doprowadzać do szału. Gdyby chociaż ścigali się w myślach, ale tak jak mówisz wypowiadają się o tym z wyższością w głosie...

      Usuń
  3. Moje środowisko, niestety, nie potrafi zrozumieć mojej miłości do literatury. Co prawda, nie jestem jakąś nawiedzoną książkoholiczką, np. nie kupuję zbyt wielu książek, czasami po prostu nie chce mi się czytać itp. Poza tym jestem jednocześnie miłośniczką gier komputerowych, więc jestem w stanie zrozumieć ludzi nieczytających, bo są zajęci komputerem. :D Wydaje mi się, że trzeba zachować ten dystans i równowagę, chociaż czasami bardzo ciężko to przychodzi... Czy mam poczucie wyższości nad innymi? Tak. Muszę to przyznać. Kiedy rozmawiam z koleżanką, która kompletnie nie ma pojęcia o literaturze i czyta jedynie jakieś pierdoły o nastoletnich miłościach, naprawdę ciężko nie poczuć się inteligentniejszym. Ale trzeba nad tym panować. ;)

    Bardzo ciekawy post! Pozdrawiam. ;)
    czytanienaszymzyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U... miłośniczka gier :) Ja w ogóle nie grywam, ale lubię posłuchać muzyki z gier :)
      Te pierdoły o nastoletnich miłościach potrafią ogłupić, a nie wzbogacić... A są chyba najczęściej czytane

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą w zupełności! Szczególnie ostatnio drażni mnie temat kupowania książek. Na grupach ostatnio jest wysyp stosików, zakupów, prezentów... Nie powiem, zazdroszczę trochę, choć z drugiej strony, sama mam miesiące w których nie kupię ani jednej książki, nie czuję się przez to gorsza.
    Czasem wydaje mi się że większość ludzi zbytnio się wywyższa przez to że czyta, jakby była lepsza od reszty społeczeństwa.

    Pozdrawiam! Bardzo ciekawy pomysł na post.
    Podróże w książki

    OdpowiedzUsuń
  5. Ściganie się w ilości przeczytanych stron jest takie śmieszne, a zarazem irytujące. Naprawdę nie lubię takiego czegoś. Szczególnie osoby prowadzące bloga zaczęły ostatnio obliczać te strony, dzielić na ilość dni... przecież przez to można wpaść w obłęd! Przecież każdy czyta dla siebie, dla przyjemności, a nie po to, aby przegonić inną osobę. Irytujące też jest ostatni punkt. Ps. Dobrze, że nie tylko ja wymyślam scenariusze, które nigdy nie będa miały miejsca :))

    Pozdrawia Dominika z Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Te całe spisy: W czerwcu przeczytałam 20478 stron, to mniej niż w maju, ale nie miałam czasu na więcej.
      Każdy wymyśla scenariusze życia :D Tylko niewielka ilość się przyznaje.

      Usuń
  6. Święte słowa! Sama znam osoby, które nijak nie pojmują, że kogoś czytanie nie kręci. Mało tego. Oni mają taki irytujący zwyczaj sugerowania, że jak jesteś nieczytaty, to od razu głąb i ach, CO NAJMNIEJ analfabeta. A prawda jest taka, że ci inteligenci oczytani do pięt nie dorastają osobom, które za czytaniem nie przepadają.
    A co do czytania na wyścigi, od razu zamigały mi w głowie słowa Woody'ego Allena: "Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać "Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To jest o Rosji.". Tak to widzę.
    Gratuluje pomysłu na tekst, świetnie się Ciebie czyta ;)

    Pozdrawiam,
    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze powiedziane! I dałeś ciekawe porównania,których nie da się obalić. Dlaczego? Bo to prawda

    https://strong-power.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, poza jednym - że książki nie pobudzają wyobraźni. Moim zdaniem pobudzają, ale nie mają na to monopolu. :)

    Mnie też smuci, że "oświeceni czytelnicy" sięgają po ya, durne młodzieżówki, a potem są przekonani o swojej mądrości, bo przecież CZYTAJĄ. Sama czytam i młodzieżówki, i klasykę, i sporo fantastyki. Zdaję sobie sprawę, że trzeba zachować zdrowy dystans.

    Zgadzam się co do tego maniakalnego kupowania książek. Przez długi czas tego nie robiłam, ostatnio miałam taki okres, w którym kupiłam ich kilkanaście (tu jakaś promocja, tam - koniecznie chcę poznać drugi tom i się uzbierało) i wiem, że nie mogę tak robić w przyszłości, bo nie lubię mieć tak długiej kolejki książek, a żal nie przeczytać tego, co stoi na półce. Odmawiam też, gdy dostaję propozycję egzemplarza recenzenckiego, bo po co mam czytać coś, co mnie nie interesuje? Kiedyś tak robiłam, bo było mi miło, że ktoś chce mi wysłać książkę, a teraz stwierdziłam, że to strata czasu.

    OdpowiedzUsuń
  9. :P
    http://seczytam.blogspot.com/2016/07/klub-ak-czyli-popynaem-d.html

    :D

    OdpowiedzUsuń
  10. najbardziej drażni mnie ściganie się w ilości przeczytanych książek. czytam dosyć wolno, nie że zazdroszczę tym, którzy robią to szybko, ale lubię się delektować słowami. nie zawsze też mam cały dzień, który mogę poświęcić książce. czasem trudno znaleźć nawet chwilę na czytanie. bardzo ciekawy tekst, idę oglądać telewizję. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie rozumiem o czym piszesz. Nawiedzeni są straszni!

    OdpowiedzUsuń
  12. Podpisuję się pod tym postem obiema rękami!
    Kompletnie nie rozumiem kupowania ogromnych ilości książek, wydawania pieniędzy na coś, co przeczyta się raz. Sama kupuję tylko to, co naprawdę mnie oczaruje i chcę mieć u siebie. Głównie są to książki już przeczytane. I te nieszczęsne liczby... kiedy na blogach pojawią się podsumowania miesiąca, czy plany to jeśli już je czytam, patrzę tylko na tytuły i szerokim łukiem omijam wszelkie cyferki. Oszaleć by można przez atakujące z każdej strony - 7, 10 książek w miesiącu...
    A co do wyobraźni to też racja! Patrząc na takie twórcze wymyślanie historii, powiem z własnego doświadczenia, że dużo lepiej na wyobraźnię działa muzyka, piosenka niż książka. Książka daje mi gotową historię, a piosenka motyw, który samemu trzeba obudować.

    I jak ja nie lubię tego "książkoholika". Może jestem dziwna, ale już samo to słowo ma dla mnie coś negatywnego w sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >>powiem z własnego doświadczenia, że dużo lepiej na wyobraźnię działa muzyka, piosenka niż książka<<

      Zabrakło jednego słowa - po "dużo lepiej na" powinno być "moją". :D

      Usuń
  13. Świetne spostrzeżenia :) Większość moich przemysleń na temat "nawiedzonych książkoholików" (cóż za trafna nazwa!) zebrana do kupy w jednym poście.
    No i faktycznie - nie ma to jak obejrzeć dobry horror, żeby pobudzić wyobraźnię ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajny post!
    Nom, czasami takie zachowania są denerwujące :/ I przez ciebie zaczęłam się sama zastanawiać czy ja się tak nie zachowuję :P
    Tak, to może być drażniące. Ja sama się kiedyś tak zachowywałam, może nie kupowałam, aż tylu książek, ale do tej pory mam na swojej półce z 18 książek, które już od roku na mnie czekają. Od dłuższego czasu już tak nie robię i czytam wszystkie książki, które tego momentu zamówiłam i nie zamawiam nowych dopóki te mi się nie skończą, albo nie zostanie mi jedna, bym jak ją skończę miała już kolejne. A niedługo planuję ograniczyć kupowanie książek i przeczytać w końcu te które mam na półce.
    Ja szczerze mówiąc i czytam i gram w gry (to drugie rzadziej, ale też się zdarzy) i nie uważam by to drugie było głupie. Czasami gry też mogą uczyć :)
    Ja sama telewizji nie oglądam, ale nie dlatego, że uważam iż jest głupia czy coś, po prostu mnie nie interesuję i wolę porobić sobie coś innego, albo obejrzeć serial czy film jaki chcę na komputerze.
    Tak, to jest głupie. Ja sama lubię jak mój wynik jest zadowalający, ale staram się czytać dużo książek dla siebie, a nie po to by się z kimś ścigać.
    Naprawdę świetny post :)
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń